KsiezaPedofile.Info

 
Główna Małoletni Rodzice O Nas Kontakt
STRONA GŁÓWNA
TO NIE TWOJA WINA
JAK SIĘ ZACHOWAĆ
NIE IDŹ DO KOŚCIOŁA
POLSKIE PRAWO
KARTA PRAW OFIARY
DOKUMENTY
AUDIO/VIDEO
FORUM DYSKUSYJNE
IRLANDIA
BANNER
SPRAWA ZAKROCZYMSKA
 

Jeśli byłeś wykorzystany seksualnie przez księdza lub innego pracownika kościoła kliknij po więcej informacji

Jeśli posiadasz informacje o seksualnym wykorzystywaniu przez księdza lub innego pracownika kościoła kliknij po więcej informacji

 

IRLANDIA

20 maja, 2009

 

" RAPORT Z PIEKŁA " (Fakty)Tvn24.pl

 PONAD 35 TYSIĄCE IRLANDZKICH DZIECI, BITYCH, MOLESTOWANYCH SEKSUALNIE, GWAŁCONYCH, PRZEZ KSIĘŻY KATOLICKICH

Dochodzie obejmowało lata 1930 - 1990

 

Data: 20 maja 2009
Źródło: WirtualnaPolska.pl , BBC , CTV News Ca , Tvn24.pl

-------------------------------------------------------------------------------------------------------

Przez ponad 60 lat, w instytucjach prowadzonych przez Kościół rzymsko-katolicki w Irlandii, tysiące dziewczynek i chłopców, było bite, torturowane przez sadystów,  molestowane i gwałcone, przez pedofilów  w sutannach.

 

Sędzia Sądu Najwyższego Irlandii,  Sean  RyanKomisja Rządowa, zajmująca się wykorzystywaniem dzieci przez księży katolickich, i innych pracowników kościoła katolickiego, opublikowała wstrząsający, 2600 stronnicowy raport, będący podsumowaniem, jej 9-cio letniego dochodzenia.

 

Śledztwo prowadzone,  przez sędziego Sądu Najwyższego Irlandii,  Seana  Ryana, (na zdjęciu obok) objęło przesłuchaniem, ponad 2 tysiące byłych uczniów, placówek wychowawczych, prowadzonych przez Kościół rzymsko-katolicki.

-  Ogłoszony dokument stwierdza że, molestowanie i gwałty małoletnich wychowanków, były w instytucjach prowadzonych przez Kościół rzymsko-katolicki, powszechnie stosowane.

Ośrodki wychowawcze prowadzone były w większości, przez tzw. „Braci Chrystusa”, którzy,  bili, znęcali się fizycznie i psychicznie, molestowali i gwałcili, podległych im małoletnich chłopców.


PONAD 35 TYSIĄCE IRLANDZKICH DZIECI, BITYCH, MOLESTOWANYCH SEKSUALNIE, GWAŁCONYCH, PRZEZ KSIĘŻY KATOLICKICH - Molestowanie i gwałty seksualne dziewczynek, były w mniejszym stopniu, ale powszechnie stosowano fizyczne i psychiczne tortury, degradujące godność człowieka. Bicie i wyrafinowane tortury, były rutyną.

- Seksualne molestowanie i gwałty małoletnich, były ogólnie znane,  ale utrzymywane w ścisłej tajemnicy, przez tzw. “władze kościelne”, które zalecały stosowanie kar cielesnych, i chroniły zwyrodniałych księży pedofilów, przed odpowiedzialnością karną.

 

- Śledztwo obejmowało lata, 1930 - 1990,  kiedy to rząd Irlandii, pozbawił Kościół Katolicki, prawa do prowadzenia placówek wychowawczych dla dzieci i młodzieży.

 

Dokument, wzywa obecny rząd Irlandzki, do przyznania się, do popełnionych błędów i proponuje, budowę memoriału,  upamiętniającego cierpienia tysięcy Irlandzkich dzieci, ofiar zwyrodniałych sadystów i pedofilów w sutannach.

 

 

Wincenty Szymanski

RuchOfiarKsiezy.Org

 

 

 

 

 

 

 

Irlandzkie media,  nazywają  raport komisji, sędziego Ryana, " IRLANDZKIM HOLOKAŁSTEM ".

Telewizja Tvn24.pl (Fakty), nazywa wstrząsający raport  -   " RAPORTEM Z PIEKŁA ".

 

 

 

 

 

 

 


" Przekrój "  z dnia 22 lipca 2009, wiele miejsca poświęca, tragedii irlandzkich dzieci.

 

  KOŚCIÓŁ Z PIEKŁA RODEM

 

red. Maciej Jarkowiec pisze,


.... Po moralnym bankructwie Kościoła w Irlandii ostatnim prawdziwym bastionem katolicyzmu w Europie jest Polska. Ale nawet taki kolos jak polski Kościół stoi na glinianych nogach.
Biczowanie, kopanie, podpalanie, zadawanie oparzeń, dźganie, zmuszanie do pozostawania w pozycji klęczącej przez wiele godzin, zmuszanie do kąpieli w wodzie o temperaturze bliskiej wrzenia, bicie w podeszwy stóp, zawieszanie na haku i bicie, szczucie psami – to nie są praktyki, jakie wobec więźniów politycznych stosują strażnicy obozów zesłania w Chinach, ani metody nakłaniania terrorystów do zeznań w tajnych więzieniach CIA. Takich środków wychowawczych przez cały XX wiek używali wobec dzieci księża oraz bracia i siostry zakonne w instytucjach kościelnych w Irlandii. Wychowankowie tych ośrodków byli też na masową skalę molestowani seksualnie, z gwałtami zbiorowymi włącznie. 20 maja 2009 roku – dzień, w którym opublikowano raport tak zwanej komisji Ryana – to data ostatecznego upadku Kościoła katolickiego w Irlandii, instytucji, która przez stulecia stanowiła jeden z filarów tożsamości narodowej mieszkańców tego kraju i dzięki której udało im się oprzeć brytyjskiej kolonizacji
 

Pełny tekst artykułu, na stronach,  www.przekroj.pl

 

 

 

 

 

 

 Logo dostawcy

 

PEDOFILE W SUTANNACH

 

red. Agnieszka  Niesłuchowska

" Wirtualna Polska "

obszernie porusza, kwestie opublikowanego raportu  i  problemy pedofilstwa księży w Polsce.

Rozmowa z Wincentym Szymańskim, fundatorem,  RuchOfiarKsiezy.Org

 

 

Raport o ofiarach pedofilów w irlandzkim Kościele zaszokował opinię publiczną. Dokument opisuje nadużycia seksualne, do których dochodziło przez 60 lat ubiegłego wieku. To jednak nie koniec – za miesiąc światło dzienne ma ujrzeć kolejny wstrząsający raport o irlandzkich duchownych. A jak wygląda sytuacja w polskim Kościele? Niestety, ani episkopat, ani wymiar sprawiedliwości nie ma danych na temat liczby duchownych-przestępców.

Irlandzki Kościół od lat zmaga się z grzechami seksualnymi księży, co prowadzi do stopniowego upadku autorytetu tej instytucji. Kiedy na początku lat 90. światło dzienne ujrzały afery seksualne z udziałem irlandzkich duchownych, okazało się, że przez lata były one zamiatane pod dywan. W efekcie Irlandczycy zaczęli odsuwać się od Kościoła, a liczba powołań znacznie spadła.

Tysiące bitych i gwałconych dzieci

Prace na temat raportu ws. przestępstw seksualnych dokonanych przez irlandzkich duchownych trwały dziewięć lat. Chodziło o to, by ostatecznie rozliczyć się z niewygodnym tematem i oczyścić atmosferę wokół skompromitowanej instytucji. Dokument, który został opracowany przez rządową komisję działającą we współpracy z irlandzkim episkopatem dotyczy znęcania się nad wychowankami ośrodków wychowawczych w Irlandii, które do lat 90. były prowadzone przez zakony katolickie. Dokument opierał się na zeznaniach 2,5 tys. byłych uczniów i pracowników placówek – szkół, sierocińców, zakładów poprawczych i szpitali.

To, że brutalne czyny irlandzkiego kleru dokonane w latach 1930-1990 (bo takiego przedziału dotyczy dokument) dopiero po latach wyszły na jaw, w dużej mierze wynika z ogromnego lęku ofiar duchownych. Dzieci żyły w strachu przed karami cielesnymi, tysiące z nich były regularnie gwałcone i bite. Jak powiedział, tuż przed opublikowaniem raportu, abp Diarmuid Martin komisja badająca okres 1975-2004 zidentyfikowała ok. pół tysiąca księży, którzy wykorzystywali seksualnie swych podopiecznych. Latem ma ukazać się kolejne sprawozdanie, które będzie dotyczyć nadużyć duchownych poza placówkami wychowawczymi.

Czym polski Kościół różni się od irlandzkiego?


Ojciec David Sullivan, irlandzki zakonnik, który był rektorem seminarium duchownego Ojców Białych w Lublinie, a obecnie przebywa na misji w Afryce, już kilka lat temu mówił, że polski Kościół powinien wyciągnąć wnioski z kryzysu irlandzkiego. – Kiedy sprawuje się tak potężną władzę, trzeba się pilnować, bo łatwo jej nadużyć – mówi w rozmowie z Wirtualną Polską o. Sullivan. Jednocześnie wskazuje, że Kościół nie powinien zamiatać swoich problemów pod dywan i zamykać się na krytyczne opinie z zewnątrz.

Zakonnik uspokaja jednak, że sytuacja polskiego Kościoła jest zupełnie inna niż irlandzkiego. – Historie obu tych instytucji znacznie się różnią. W Irlandii od połowy ubiegłego wieku, zarówno sierocińce, jak i inne placówki wychowawcze były kierowane przez zakony, bo tamtejszy Kościół był silnie związany z rządem. W Polsce było na odwrót. Komunistyczna władza walczyła z klerem, więc siłą rzeczy, duchowni nie mieli większego kontaktu z takimi placówkami – mówi o. Sullivan.

Choć zakonnik przyznaje, że w Polsce coraz częściej słyszy się o przypadkach przestępstw seksualnych z udziałem księży, to nie widzi konieczności sporządzania podobnego raportu.

Brak statystyk na temat polskich duchownych

Trudno jest ocenić ile przestępstw o charakterze seksualnym jest popełnianych przez księży i zakonników, ponieważ wymiar sprawiedliwości nie prowadzi takich statystyk. Choć wydawać by się mogło, że sądy mają doskonałą wiedzę na temat skali zjawiska, to okazuje się, że nie dysponują takimi zestawieniami. – Nie opracowujemy statystyk dotyczących przynależności zawodowej osób, w sprawie których toczy się postępowanie. Zbieramy jedynie dane na temat rodzajów przestępstw – mówi Katarzyna Szeska, rzeczniczka Prokuratury Krajowej.

Takich danych nie ma również polski episkopat. – Każda diecezja czy zakon prowadzi takie sprawy, jeśli zaistnieją, we własnym zakresie, ale nie musi informować nas o tym. Nie jesteśmy biurem statystycznym, aby zbierać takie dane – mówi ks. Józef Kloch, rzecznik Konferencji Episkopatu Polski. Ks. Kloch dziwi się jednocześnie, że prokuratura nie ma takich liczb. – Kto, jeśli nie prokuratura, ma wobec tego ma takie „twarde” dane? Trudno mi uwierzyć, że takie statystyki nie istnieją – konkluduje rzecznik. Dodaje jednak, że słyszał o pojedynczych przypadkach molestowania, ale nie przypuszcza, by podobny raport na temat skali tego zjawiska w Kościele miał powstać w Polsce.

Dlaczego do tej pory nie ma wiarygodnych szacunków, które zobrazowałyby skalę tego zjawiska w Polsce? Zdaniem ks. Jacka Prusaka SJ z „Tygodnika Powszechnego” do niedawna takich statystyk w ogóle nie było na świecie. Dlaczego? – Po pierwsze w krajach takich jak USA, czy Irlandia, Kościół od lat miał silną pozycję, a katolicy stali na czele wszystkich większych urzędów. Po drugie kwestia wykorzystywania seksualnego, zwłaszcza nieletnich, była bardzo delikatnym tematem obciążonym stygmatyzacją społeczną i kościelną. Zwłaszcza chłopcy bali się mówić głośno o tym, że byli molestowani, bo martwili się, że zostaną uznani w swoim środowisku za niemęskich – mówi ks. Prusak.

Trzecią przyczyną takiego stanu rzeczy jest to, że jeszcze do niedawna w środowisku medycznym funkcjonowało przekonanie o „nieszkodliwości” seksualnego wykorzystania dzieci. - Uważano, że nie jest to trauma, lecz ich własna seksualna inicjatywa, forma dążenia do inicjacji i przeżycia jej. Stąd jeden z biskupów amerykańskich tłumaczył się ostatnio, że chronił księży molestujących dzieci ponieważ powszechnie uważano, że dzieci albo o takich doświadczeniach nie będą pamiętać, albo z nich „wyrosną” - tłumaczy ks. Prusak.

4% amerykańskich duchownych molestowało nieletnich

Dopiero na początku lat 80., kiedy wybuchły afery seksualne w amerykańskim Kościele, pojawiły się pierwsze szacunki, ale były one trzymane w tajemnicy. Najbardziej reprezentatywne dane zawiera Raport Johna Jay’a z 2004 roku dot. duchowieństwa amerykańskiego. Wynika z niego, że 4% duchownych w latach 1950-2002 dopuściło się molestowania nieletnich. Na podstawie innych badań uważa się ten wskaźnik za reprezentatywny. – Ogólna populacja męskich przestępców seksualnych jest szacowana w granicach 8% w społeczeństwie, dlatego też duchowni nie stanowią grupy zwiększonego ryzyka. To jednak niczego nie usprawiedliwia – podkreśla ks. Prusak.

Choć liczba skandali seksualnych wywoływanych przez polskich duchownych jest znacznie mniejsza niż w USA czy Irlandii, to nie oznacza jednak, że mamy powód do dumy. Media regularnie bowiem donoszą o kolejnych aferach seksualnych w środowisku polskiego kleru.

Skandale w polskim Kościele

... W niechlubnej historii naszego Kościoła zapisał się m.in. poznański arcybiskup Juliusz Paetz, który został oskarżony o molestowanie seksualne kleryków w seminarium duchownym, czy ksiądz Michał M., proboszcz z Tylawy, który usłyszał zarzuty ws. molestowanie dziewczynek z parafii. Do jednego z większych skandali doszło też w diecezji płockiej, w której kilku księży było oskarżonych o molestowanie ministrantów i członków grup oazowych oraz w Szczecinie.

Do nagłośnienia sprawy szczecińskiej przyczynił się sam duchowny – ojciec Marcin Mogielski. Dominikanin ujawnił wstrząsające zeznania podopiecznych ogniska św. Brata Alberta, którzy byli molestowani przez byłego dyrektora ośrodka - ks. Andrzeja D. Ojciec Mogielski, który jak mówił, sam był w przeszłości molestowany przez kolegę ks. Andrzeja, zarzucał lokalnemu środowisku kościelnemu tuszowanie całej sprawy....

... Choć w wielu przypadkach wymiar sprawiedliwości, z powodu braku wystarczających dowodów, przedawnienia lub niskiej szkodliwości społecznej czynu, umarza śledztwa ws. duchownych, to zdarzają się przypadki, w których zapada wyrok. Tak się stało w przypadku franciszkanina z Pakości w Kujawsko-Pomorskim, który za molestowanie ministranta i posiadanie w komputerze pornografii z udziałem małoletnich, został skazany na 4,5 roku więzienia. Zakonnik otrzymał też zakaz pełnienia przez 10 lat funkcji związanych z opieką i nauczaniem małoletnich...


Kim jest duchowny-pedofil?

Mec. Michał Kelm, który reprezentuje poszkodowanych przez ks. Andrzeja D. mówi, że wciąż nie ma jednego modelu rozwiązywania problemów molestowania seksualnego przez Kościół. – Niektórzy księża starają się ignorować problem i traktują pokrzywdzonego jak intruza, który chce coś od nich wyłudzić. Inni chcą wyjaśnić sprawy i pomóc ofierze. Wszystko zależy od konkretnych zakonów i diecezji – mówi mec. Kelm.

Pełnomocnik pokrzywdzonych przez księdza ze Szczecina opowiada też o traumie, jaką przeżywają ofiary duchownych-pedofili. – Duchowny-gwałciciel to nie jest facet siedzący z gazrurką w krzakach, który napada na ofiarę i robi swoje. Duchowny najczęściej traktuje ofiarę z szacunkiem, miłością. On nie używa przemocy fizycznej, ale psychicznej. Wykorzystując zaufanie, którym darzy go ofiara, doprowadza do konkretnej sytuacji. Pokrzywdzony nie jest się w stanie obronić, bo często nie wie, że dzieje się coś złego. Dopiero po fakcie to do niego dociera – mówi mec. Kelm.

Zdaniem mecenasa duchowni, którzy dopuszczają się tego rodzaju przestępstw, wstydzą się swoich czynów bardziej niż zabójcy czy złodzieje. Jak jednak zaznacza, większość duchownych wypiera się przed sądem swoich czynów. A jeśli już zostanie udowodnione, np. przez badania DNA, że molestowali seksualnie, starają się umniejszać swoją winę. – Często mówią, że np. zostali sprowokowani do gwałtu – mówi Michał Kelm.

Zamiast pieniędzy wolą przeprosiny

...Według Kelma, w poczuciu niewinności zbyt często umacniają duchownych-pedofilów ich przełożeni, którzy zamiast odsunąć takich sprawców od pracy duszpasterskiej, awansują ich. Dlaczego tak się dzieje? – Poprzez nagrodzenie takiej osoby przełożeni chcą jej pokazać, że wierzą w jej niewinność – podsumowuje Kelm...

Watykan mówi „nie” pedofilom

 ... Ks. Prusak uzupełnia, że ważną zmianę w rozpatrywaniu tego typu spraw wprowadził też Benedykt XVI. - Zgodnie z decyzją papieża wycofano z prawa kościelnego pojęcie przedawnienia – mówi publicysta „Tygodnika Powszechnego...

Ks. Prusak podkreśla jednak, że istnieje różnica między orientacją homoseksualną a pedofilią oraz że nie istnieją żadne testy psychologiczne mogące „wyłapać” potencjalnego pedofila. – Prawdą jednak jest, i temu ma przeciwdziałać watykańska instrukcja, że 80% przypadków molestowania ze strony duchownych dotyczy osób nieletnich – - zaznacza ks. Prusak.
 

 

Polak z Ameryki założył Ruch Ofiar Księży

Ważne jest również to, że na fali skandali w USA, Irlandii, Włoszech, czy tych w Polsce, powstają stowarzyszenia, które chcą pomagać ofiarom przestępstw kościelnych. Jedną z takich organizacji jest Ruch Ofiar Księży, założony przez Wincentego Szymańskiego, który jako ministrant był molestowany w parafii św. Jana w Zakroczymiu. Po blisko 40 latach od tamtych bolesnych wydarzeń Szymański nawiązał kontakt z Siecią Doświadczonych przez Molestowanie – amerykańską organizacją, która zrzesza poszkodowanych przez duchownych na całym świecie i założył własną stronę w internecie, na której zachęca do zgłaszania podobnych przypadków.
 

Pełny tekst artykułu, na stronach, www.wp.pl

 

 

 

Rozmowa z WINCENTYM SZYMANSKIM

 

 

Agnieszka Niesłuchowska: Opublikowany tydzień temu raport jest przełomem w historii Kościoła katolickiego. Kto pana zdaniem przyczynił się do upublicznienia tych wstrząsających statystyk?

Wincenty Szymański: Nie jest on z pewnością zasługą irlandzkiego episkopatu czy Watykanu. To zasługa Colmana O'Gormana – dyrektora irlandzkiej sekcji Amnesty International, który jest ofiarą księdza. Zgwałcony, zdruzgotany psychicznie i żyjący przez lata na ulicach Dublina O'Gorman nigdy nie zaprzestał domagać się ukarania swojego oprawcy i setek innych księży-pedofilów. Domagał się wszczęcia dochodzeń przeciwko przestępcom w sutannach, ale wszelkie próby, kończyły się niestety, porażkami. Księży pedofilów, chroniły nie tylko Watykan, ale i rząd Irlandii. Jedyne, co możemy zawdzięczać irlandzkiemu Kościołowi, to to, że uczynił wszystko, aby wyniki dochodzenia opóźnić.


 

 

Czy gdyby w Polsce powstał dokument o molestowaniu i znęcaniu się nad dziećmi przez polskich duchownych byłby równie szokujący jak irlandzki?

– Myślę, że nie tylko polski raport, byłby podobny do Irlandzkiego, ale też raport z każdego innego kraju, w których ludziom żyjącym wbrew naturze powierza się wychowywanie dzieci. Zaufanie powinno być owocem pracy, a nie wywodzić się z racji wykonywanej funkcji. Tak jak to uczyniono w Irlandii, na całym świecie powinno się zakazać pracownikom Kościoła prowadzenia ośrodków wychowawczych, ponieważ człowiek, który nie chce być ojcem własnych dzieci, nie może być ojcem innych.


 

 

Czy dostaje pan dużo zgłoszeń dotyczących nadużyć seksualnych w polskim Kościele? Kto się najczęściej zgłasza - rodzice czy sami poszkodowani?

– Zgłaszanie zdarzenia przez rodziców to rzadkość. Rodzice robią to tylko wtedy, gdy sytuacja nie pozwala im na jakiekolwiek działanie, kiedy wszyscy wokół są przeciwko nim, a ksiądz pedofil tryumfuje. Napływające zgłoszenia pochodzą przeważnie od ofiar, które zastrzegają sobie prawo do wykluczenia rodziców z wszelkich działań. Rozumiem ich, bo sam byłem w takiej samej sytuacji i wstydziłem się powiedzieć rodzicom, co się wydarzyło. Obawiałem się, że to negatywnie odbije się na ich zdrowiu. Podobnie czują inne ofiary, dlatego nie zawsze idą na policję czy do prokuratury. Myślę jednak, że przełamanie w sobie bariery strachu i wstydu może być początkiem dalszych działań. Często sama rozmowa o tym co się wydarzyło z kimś, kto im wierzy, rozumie i oferuje pomoc powoduje odradzanie się nowego życia.


 

 

Czy po latach udało się panu otrząsnąć z traumy przeżytej w dzieciństwie?

– Moja historia to szczęście w nieszczęściu. Innym się nie powiodło, pewnie dlatego, że ksiądz-pedofil i cała kościelna machina zabiła w nich dzieciństwo i wiarę w siebie. Na szczęście matka widząc moje cierpienie pomogła mi wyjechać z Zakroczymia. Potem ożeniłem się, wychowywałem dzieci i znalazłem siły na wyjazd z kraju. Pozostało mi natomiast obrzydzenie do jakiegokolwiek dotyku mężczyzny i nieufność do księży. Do Kościoła nie chodzę, bo nie potrafię się tam skupić. Kiedy widzę księdza dotykającego dziecko czuje potrzebę podejścia do niego i dania mu po łapach. Patrząc na ołtarz, widzę to, czego, pani nie widzi. Widzę księdza dotykającego zaskoczone dziecko, strach i obrzydzenie gwałconego ministranta. Miejsca za ołtarzem czy zakrystia to dla mnie nie święte, ale diabelskie miejsca.

Agnieszka Niesłuchowska
 

 

 

 

 

 

 

 

PÓŁ WIEKU HORRORU

red. Marek Szenborn
współpraca: AS

" Fakty i Mity "

 

2009-06-06 07:54:58


Kongregacja Braci Chrystusa specjalizowała się w wykorzystywaniu seksualnym chłopców, a zgromadzenie Sióstr Miłosierdzia - małych dziewczynek. Także stręczyło je do nierządu. Poszkodowanych może być nawet 40 tysięcy dzieci. Wstrząsający, liczący 2600 stron irlandzki raport ujrzał właśnie światło dzienne. Jesteśmy jedyną polską gazetą, która ten dokument przetłumaczyła i przedstawia jego fragmenty.

Nad raportem pracowała komisja wspólna irlandzkiego rządu i Kościoła przez 9 lat. Watykan - jeszcze za czasów JPII - wielokrotnie próbował storpedować jej pracę. Na przykład arcybiskup Desmond Connell (taki irlandzki Głodź) na polecenie "z góry" odmówił przekazywania dokumentów, twierdząc, że są objęte klauzulą tajemnicy spowiedzi. I pewnie kościelna hańba nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie inny arcybiskup - Diarmuid Martin. Ten młot na pedofilów oświadczył publicznie, że nie spocznie, dopóki nie wsadzi za kratki ostatniego zboczeńca w sutannie. I słowa dotrzymał. A nam pozostaje tą drogą przekazać ekscelencji takie oto słowa: jest Pan przyzwoitym człowiekiem, księże arcybiskupie!

Pięciotomowy raport pisany jak akta prokuratorskie został opublikowany w środę 20 maja o 16.45. Jeszcze godzinę wcześniej, czyli w ostatniej chwili, watykańska Kongregacja ds. Doktryny Wiary próbowała nie dopuścić do jego ujawnienia. Bezskutecznie. Sąd Najwyższy Republiki Irlandii nakazał pełną jawność.

Komisja przebadała kościelne akta z lat 1930-1980 i wyciągnęła z nich jeden wspólny dla tysięcy przypadków wniosek: wykorzystywanie seksualne małych dzieci w ośrodkach prowadzonych przez Kościół katolicki (za pieniądze państwa) przybrało rozmiary pandemii. Zresztą trudno tu mówić o ośrodkach. To był raczej rodzaj obozów koncentracyjnych. Na przykład w jednym z nich, prowadzonym przez Siostry Miłosierdzia, małe dziewczynki odmawiające seksu były publicznie chłostane. Nago!


-  Skala zjawiska jest wprost niewyobrażalna. Mówi się nawet o 40 tysiącach ofiar. Rząd Irlandii do tej pory wypłacił odszkodowanie 12 tysiącom poszkodowanych (średnio po 65 tys. euro), a na kolejne odszkodowania zarezerwował w tegorocznym budżecie kwotę blisko 2 miliardy euro. Dlaczego płaci państwo, a nie Kościół? Dobre pytanie. A z tego oto powodu, że to Republika Irlandii kierowała do kościelnych ośrodków opiekuńczych sieroty i to ona de facto za nie odpowiadała. Tak orzekł Sąd Najwyższy. Czyli Krk spadł jak zawsze na cztery łapy.

Co ciekawe, ujawnieniu wstrząsającej prawdy sprzeciwiali się także wysocy rangą urzędnicy irlandzkiego resortu edukacji. Jak się okazało... opłacani przez Watykan. Ten haniebny proceder wyłączony jest do osobnego śledztwa.

Poniżej drukujemy cytaty z raportu. Przykłady... przykłady, wydarzenia, fakty, dzień po dniu, rok po roku. I tak przez 50 lat horroru.


-  Podczas trzeciej fazy przesłuchania siostra Helena O`Donoghue przyznała, że na porządku dziennym było nieprzyzwoite dotykanie, masturbowanie a nawet gwałcenie dziewczynek rękoma i różnymi narzędziami. Potwierdziła też, że dzieci były wypożyczane osobom z zewnątrz ośrodka opiekuńczego, w tym księżom. Wyznaczone zakonnice zajmowały się stręczycielstwem co atrakcyjniejszych dziewcząt, na czym zakon nieźle zarabiał. W procederze udostępniania dzieci brał udział nawet szkolny woźny, który otrzymywał zapłatę w postaci... ich usług seksualnych.


-  Dwóch księży z domu wychowawczego Ferryhouse stanęło przed sądem za molestowanie seksualne chłopców. Jeden z nich już wcześniej został skazany za zgwałcenie dziecka. Ten sam malec trafił później z powrotem pod opiekę tego księdza i był dalej gwałcony.


-   W tym samym ośrodku Ferryhouse brat Bruno, prefekt szkoły dopuszczał się gwałtów na siedmio-, ośmioletnich chłopcach. Przez 20 lat. Przed sądem oświadczył, że sam jest zdziwiony, że nie został na tym procederze przyłapany, bo robił to niemal jawnie i codziennie. Być może przyczyną nieujawnienia tych okropności był fakt potwornego terroru panującego w ośrodku, w którym za najmniejsze wykroczenie groziło ciężkie pobicie lub zbiorowe zgwałcenie.

Ojciec Bruno został skazany na dziewięć lat więzienia. Przyznał się do gwałtów na 40 wychowankach.


-  W 1979 roku do Irlandii przyjechał papież Jan Paweł II. Chłopcy ze szkoły w Limerick prowadzonej przez księży pojechali witać Ojca Świętego. Ale jeden z chłopców za karę (świadkowie nie potrafili sobie przypomnieć, o co chodziło) został w ośrodku. Podczas gdy papież wygłaszał homilię, w czasie gdy trwała msza dziecko zostało wielokrotnie zgwałcone przez zakonników. Trwało to ponad 5 godzin.


-  W tej samej szkole zawodowej inny kapłan starannie badał stan dojrzałości płciowej swoich podopiecznych. Pieścił ich narządy, a gdy widział, że potrafi już wywołać stan erekcji członka, przenosił ich do kierowanej przez siebie grupy. Do wieloosobowych orgii z jego udziałem dochodziło zazwyczaj w weekendy. Aby dzieci były mu bardziej posłuszne, podawał im narkotyki.


-  Ojciec Garnier ze szkoły da chłopców w Clonmel z seksu chłopców zrobił sobie dochodowy interes. Pomagał mu w tym brat Leone, a nawet dyrektor placówki ksiądz Lucio. Każdy pedofil, nawet z odległych zakątków regionu, który miał ochotę i gotówkę, mógł zostać w nocy wpuszczony do sal sypialnych wychowanków. Protesty molestowanych były surowo karane.

 

-  Ten sam Garnier miał w stałym zwyczaju masturbowanie się w obecności wychowanków, a nawet uprawianie seksu z jednym z chłopców na oczach innych.


-  Gdy wspomniany wcześniej ojciec Bruno został w końcu za przestępstwa seksualne zwolniony z pracy w szkole, jego miejsce zajął brat Sergio. Miał naprawić tragiczną sytuację i zaprowadzić w placówce normalność. Polegało to niestety na tym, że zgwałcił 37 chłopców (taką liczbę mu udowodniono), a w swoich perwersyjnych zboczeniach dalece przebił poprzednika.


-  W innej placówce kierowanej przez Kościół ksiądz Valerio przez 9 lat gwałcił podopiecznych (7-10-latków), ale otrzymał wyrok więzienia w zawieszeniu, bo udowodnił, że jest absolwentem szkoły zakonnej, w której sam był nieustannie molestowany seksualnie, więc taki stan rzeczy uznawał jako normę. Jego wychowankowie opowiedzieli komisji o seksie oralnym, jaki kazał im uprawiać.


-  Brat Guthrie w jednym z kościelnych internatów prowadził zajęcia z chłopcami w wieku 12-13 lat z... masturbacji. Uczył ich, na własnym przykładzie, jak to się robi. A potem były... egzaminy. Przed sądem z rozbrajającą prostotą wyznał: "Preferowałem młodszych chłopców, bo starsi mogliby mnie wydać. Zakres wieku to maksimum 13 lat i... jasne oczy".


-  Swoistym domem publicznym zaspokajającym klientów gustujących w małych dziewczynkach była szkoła św. Józefa kierowana przez Siostry Miłosierdzia. Oficjalnie nazywało się to wyjazdem na wakacje. Zakonnice odbierały zamówienia, kasowały pieniądze i wysyłały dzieci "na wypoczynek" do mężczyzn, którzy byli ich klientami. Ale nie tylko do mężczyzn. Nierzadkie były zamówienia od bezdzietnych małżeństw pedofilów, które w ten sposób zaspokajały swoje żądze. Takie wakacje połączone z seksualnym wykorzystywaniem dzień w dzień trwały zazwyczaj miesiąc.


-  Jedenastoletnia dziewczynka (dziś dorosła kobieta) opowiada, jak tuż po przyjeździe do jednej z rodzin, która zamówiła ją sobie na wakacje, była dotykana w intymne miejsca i masturbowana. Gdy uciekła do łazienki, gospodarze (małżeństwo w średnim wieku) wyważyli drzwi, a mężczyzna brutalnie ją zgwałcił.


-  Świadek (mnich) zeznaje, że dziewczynki w szkole św. Józefa traktowane były przez zakonnice jak prostytutki w najgorszym domu publicznym. Jeśli odmawiały świadczenia usług seksualnych, były bite i zamykane w ciemnicy. Jedno z dzieci nigdy nie nauczyło się mówić. Wiele innych było opóźnionych w rozwoju. Chłostane codziennie publicznie skórzanym pasem - za krnąbrność - umiały się tylko modlić.


-  W szkole św. Józefa szczególnie demoniczną postacią była zatrudniona przez Kościół świecka dyrektorka, pani Lacey, zaprzysięgła katoliczka. Wykorzystywała seksualnie każdą ze swoich podopiecznych 2-3 razy w tygodniu. Najczęściej nakazywała wspólną masturbację kilkorga dzieci. Czasem dochodziło też do gwałtów.

Pani Lacey zatrudniała w szkole swojego brata. Do obowiązków wybranych przez dyrektorkę dziewcząt było conocne seksualne zaspokajanie go. Gdy odmawiały, były bite. Po latach w wyniku śledztwa okazało się, że mężczyzna nie jest bratem Lacey, tylko jej... mężem.


-   Nie, nie jest naszym zamiarem epatowanie Czytelników makabrycznymi opisami zboczeń, jakich na małych dzieciach dopuszczali się zakonnicy, zakonnice i księża. A także ich pedofilscy klienci. Tłumacząc raport, pomijaliśmy co bardziej drastyczne opisy. Ale katolicka Irlandia jest w szoku. Zawiązała się grupa inicjatywna, która zbiera fundusze, aby na jednym z centralnych placów Dublina postawić pomnik dzieci - seksualnych ofiar katolickiego duchowieństwa. Liczba powołań do irlandzkich seminariów spadła o 80 procent. Liczba praktykujących katolików o niemal 50 procent. Ci, którzy decydują się na karierę duchownego, są traktowani przez społeczeństwo podejrzliwie. I trudno się dziwić...

Po opublikowaniu raportu powstał zespół prawników i konstytucjonalistów, którzy sprawdzają, czy zgodnie z irlandzkim prawem istnieje możliwość postawienia przed sądem nie poszczególnych zboczeńców w sutannach, tylko Kościoła katolickiego jako instytucji przestępczej.

-  A w Polsce. A w katolickiej Polsce chyba tylko PRL-owi możemy zawdzięczać, że do 1989 roku państwo nie kolaborowało w podobny sposób z Kościołem jak w katolickiej Irlandii. Za to księża pedofile robili i robią swoje w zaciszu kościołów i plebanii. Zmowa milczenia (także mediów) chroni ich lepiej niż gdziekolwiek indziej na świecie.

 

-   W Irlandii, w blisko 60 kościelnych placówkach wychowawczych dla dzieci stworzono system "opieki i resocjalizacji", które mogą się równać z radzieckimi gułagami i nazistowskimi obozami koncentracyjnymi.

W poprzednim odcinku opisaliśmy makabryczne zboczenia seksualne, jakie na swoich podopiecznych uskuteczniali księża i zakonnice. Ale to nie oddaje rozmiaru potworności, która działa się w irlandzkim systemie wychowawczym przez ponad 50 lat.

Blisko 1000 (!) księży i 800 (!) zakonnic, którym udowodniono molestowanie dzieci, to tylko część horroru. Potworna część, ale ktoś może powiedzieć, że jakimś cudem urodziła się wyjątkowo plugawa populacja dewiantów i nie należy z nią utożsamiać wszystkich pozostałych, których przesłaniem było pomaganie sierotom.

Otóż nic podobnego. W Irlandii stworzono cały kościelny mechanizm pedagogiczny. W skrócie wyglądało to tak: katolicka Irlandia lat 30. była najbiedniejszym krajem Zachodu. Migracja ludności "za chlebem" doszła do ok. 20 procent społeczeństwa. Nie wszyscy szukający lepszego świata (głównie za oceanem) zabierali ze sobą dzieci. No i tu powstał wielki dla państwa problem.

"Ależ nie ma żadnego problemu – ogłosił Kościół katolicki. – Państwo wyłoży pieniądze, a my się tymi sierotami zajmiemy. Nawet zorganizujemy specjalną sieć placówek opiekuńczych". No i się zaczęło...

 

Marek Szenborn
współpraca: AS

 

 


 

 


Kto ma słabe nerwy, niech lepiej tego nie czyta



Oto kolejna porcja zeznań tych, których Irlandia oddała pod skrzydła Kościoła, dziś dorosłych ludzi. Komisja, która sporządzała przez 9 lat cytowany dokument, nie podaje nazwisk świadków. Są tylko imiona.

Jest np. Sean (miał wtedy 6 lat), który opowiada o pewnej zakonnicy:
"Kiedy zaczynała mnie bić, nie mogła przestać. Biła kijem i paskiem. Biła, biła i biła bez opamiętania. Udało mi się uciec, dobiegłem do drzwi, otworzyłem je. Tuż przy schodach znowu mnie dopadła, biła nadal. Spadłem ze schodów, na dole siostra już była nade mną. Takie bicia były zupełnie za nic, wszyscy byliśmy maltretowani. Siostra biła nas, dopóki ktoś jej nie powstrzymał".

Sarah:  "Biły nas też twardymi trzcinami. Trzciny miały około dwóch, trzech stóp długości. Biły nas w klasie na lekcjach, przy wszystkich, i w nocy. Kazały stać na jednej nodze, później biczowały. Jak ktoś stracił równowagę, to wszystko zaczynało się od początku. Musiałyśmy stać prosto, żeby przestały bić".

Ava: "Nie było zrozumienia tego systemu, nikt nie potrafił powiedzieć stop. Jeżeli starsza osoba bije cię, uznawaliśmy, że tak musi być. Myślałam, że to normalne. Potem dowiedziałam się, że młode siostry od samego początku były uczone, jak postępować z dziećmi. Nawet przymuszano je do tego siłą. Mówiono im, że >>dzieci trzeba bić od małego, żeby wyrosły na ludzi<<. W końcu zaczynały w to wierzyć. Później w tych >>metodach wychowawczych<< chciały być jak najlepsze. Prześcigały się nawzajem".

Grace:  "Wyjścia do toalety były odnotowywane. Uczniowie mogli załatwiać swoje potrzeby tylko dwa razy dziennie, i to w ściśle określonych godzinach. Co do sekundy. Na każdorazowy pobyt w toalecie (te dwa razy) miałam po pięć minut".

Conor: "Kiedyś nie wytrzymałem – bo już nie mogłem – i poszedłem do toalety bez niczyjej zgody. Siostry przyłapały mnie. Jedna z nich kazała mi klęczeć i biła w plecy tak mocno, że trzcinowa pałka poraniła jej dłoń, a ja nie mogłem spać na plecach ponad miesiąc".

Ksiądz Matthew Gaffney:  (z irlandzkiego Instytutu Miłosierdzia):
"To prawda, kary cielesne były stosowane, ale wyłącznie po to, by utrzymać dyscyplinę. Zaliczało się do nich bicie i chłostanie".

Ava: "Gdy byłyśmy niegrzeczne (zdaniem zakonnic), nasze łóżka polewano wodą. Także kołdry. Całą noc spałyśmy w mokrej pościeli. Ta kara podobno nie była nielegalna. Była zapisana w statucie szkoły".

Leah:  "Golono nam głowy. Siedmioletnim dzieciom. Dziewczynkom. Do gołej skóry. Kazano rozbierać się do naga, zakonnice kazały się schylać i biły po całym ciele, najbardziej w pośladki, żebyśmy nie mogły siedzieć. To nie chodziło tylko o jeden dzień. Kiedy taką karę otrzymywało się codziennie, to z siedzeniem miało się już problemy nieustanne. Nawet po zagojeniu ran. Po tym wszystkim nadal mam problemy z siedzeniem. A mam 40 lat!".

Eva:  "Jeśli w Rosminians (jeden z kościelnych sierocińców) jakieś dziecko zsiusiało się w nocy w łóżko, to miało polewaną pościel i swoje ubrania moczem przez kilka miesięcy. Moczem innych dzieci, który w tym celu gromadziły zakonnice. Powszechnie stosowaną karą było jedzenie kału własnego i innych".

Brat Olivero:  "Kiedy przybyłem do tej katolickiej szkoły, to zobaczyłem, że chłopcy za każde wykroczenie byli wysyłani do brata Arrio, który bił i katował >>łobuzów<<. Tak ich nazywał. Przez lata dzieci straszono, że jak będą niegrzeczne, to pójdą do brata Arrio. Bano się go jak diabła. Dochodziło nawet do aktów samookaleczeń. Dzieci zadawały sobie rany po to, by nie dostać się w ręce brata Arrio. To był demon, miał obłędny wzrok".

Olivero zapytany, dlaczego o takim horrorze nie powiadomił organów ścigania, odpowiedział, że maltretowane było bardzo małe dzieci, które nie byłyby w stanie potwierdzić jego doniesień.

Luke:  "Brat Arrio był diabłem. Związywał małe dzieci tak, że nie mogły się ruszać. Robił z nich coś w rodzaju krzyża. Ręce rozłożone, nogi skrępowane... Potem bił. Jak przestał, to robił dziecku coś, co nazywało się majtkami ze sznurka. Sznurek wokół bioder, sznurek pomiędzy pośladkami... Bardzo ściśnięty. Kilkoro z nas chodziło w takim stroju na zajęcia z religii. Cały dzień. Za karę... Pamiętam jedną dla niego charakterystyczną rzecz: nigdy żadnemu z nas nie spojrzał w oczy. Nawet nie znam ich koloru...".

James:
"Brat Arrio nie był diabłem. Bo takie określenie obraża diabła. W kościelnej stołówce zabronił nam raz na zawsze korzystać z rąk. No więc jedliśmy z misek jak zwierzęta. Jeden posiłek dziennie. Mieliśmy po 6 lat. Kiedyś poskarżyłem się mojemu ojcu. Przyjechał w odwiedziny z Anglii. Powiedział, że jestem bardzo wychudzony i posiniaczony. Opowiedziałem mu, co tu się dzieje, zabrał mnie wtedy do brata Arrio i zapytał, czy to prawda. Arrio oczywiście wyparł się wszystkiego, powiedział, że ja nie chcę jeść i ciągle wdaję się w bójki. Ojciec mu uwierzył, bo ja miałem tylko 6 lat. Za to, że się poskarżyłem, Arrio bił mnie codziennie przez dziesięć tygodni".

Sophie:  "Gdy dziewczynki zaczynały być kobietami, to znaczy, kiedy po raz pierwszy miały okres, były bite jako nieczyste. Siostry mówiły, że to na pamiątkę grzechu pierworodnego. Miałam 13 lat, kiedy to się stało. Przeraziłam się, gdy stamtąd pociekła mi krew. Gdy powiedziałam o tym siostrze zakonnej, dostałam w twarz. Posiłki ograniczono mi do jednego dziennie. Nigdy nie dostałam żadnej podpaski".

Adam:  "Kazano nam nauczyć się na pamięć całego katechizmu i zabierać go na każde zajęcia. Pamiętam, jak jeden chłopak zapomniał go wziąć. Siostra, która prowadziła wtedy zajęcia (nazywała się Tyra), powiedziała, że dla przykładu pokaże całej klasie, co się stanie, jak ktoś zapomni materiałów lekcyjnych. Biła tego chłopaka na naszych oczach prawie przez całą godzinę. Krwawił, a ona nadal go biła. Wszyscy byliśmy przerażeni, że go zabije, ale baliśmy się zareagować w jakikolwiek sposób".

Sean:  "Gdy siostry uznały, że zachowuję się źle, wylewały na mnie pomyje z wiadra, które stało w kuchni. Śmierdziałem potem przez kilka dni, bo nie pozwalały mi się wykąpać".


W latach 1930–1980 w katolickich sierocińcach Irlandii zaginęło bez wieści 2 tysiące dzieci (5 procent). Dotąd nikt nie wie, gdzie znajdują się ich groby! Część dzieci zapewne umarła z powodu chorób. Autorzy raportu nie mają jednak wątpliwości, że wiele dzieci zostało zamordowanych, niektóre zapewne po brutalnym zgwałceniu. Pominąłem w drugiej (ostatniej) części tego kościelnego horroru wstrętny aspekt seksualny i pedofilski. Czy jest lepiej? Nie, może nawet jest jeszcze gorzej. Każde dziecko, którego wypowiedzi tu przytaczamy, w chwili, gdy robiono z nim to, co robiono, nie miało więcej niż 13 lat.
 


Niech tym draniom ich Bóg to wybaczy!

 

Marek Szenborn "Fakty i Mity"
współpraca: AS

 

 

 

 

 

 

IRLANDIA

26 listopada, 2009

Komisja rządowa,  Republiki Irlandii,  zakończyła rozpoczęte w roku 2006, dochodzenie Archidiecezji Dublińskiej.

 

 

Dochodzeniem objęte były przestępstwa, 46 księży, jak również reakcje władz państwowych i kościelnych, na oskarżenia o wykorzystywanie seksualne dzieci
Dochodzie obejmowało lata 1975-2004


• Jeden z księży przyznał sie do seksualnego wykorzystania ponad 100 dzieci. Oświadczył ze wykorzystywanie seksualne dzieci w jego przypadku miało miejsce, każdego wieczora, przez okres 25 lat, bycia księdzem.


• Komisja dochodzeniowa przesłucha ponad 320 dzieci, oskarżających 46 księży katolickich. Większość ofiar to chłopcy.

• Z 46 księży, 11 przyznało sie do winy. Niektórzy z nich, otrzymali już wyroki skazujące, za wykorzystywanie seksualne małoletnich. Jedno z oskarżeń okazało się fałszywe.

• Raport niezbicie udowadnia, że masowe wykorzystywanie seksualne dzieci w Archidiecezji Dublińskiej, utrzymywane było w ścisłej tajemnicy, aż do płowy roku 1990. Priorytetem nie były ofiary księży pedofilów a dobro księży i kościelnej instytucji. Nie przywiązywano absolutnie żadnej uwagi, do dobra ofiar, księży pedofilów.

• Winą za taki stan rzeczy Komisja obarczyła, cale kierownictwo Diecezji Dublińskiej.

• Władze kościoła, po mimo nieustannych przypadków seksualnego wykorzystywania małoletnich, przez podległym ich księży, nie wprowadzały nawet, przepisów wewnętrznych, własnej instytucji. Dochodziło do sytuacji, kiedy przyjmujący zgłoszenie o pedofilstwie biskup – nie zapytał nawet matki ofiary, o nazwisko oskarżanego księdza. Łamanie prawa kościelnego i świeckiego było otwarte i ogólnie uważane za regułę.


• Wysoko postawieni funkcjonariusze irlandzkiej policji, traktowali pedofilów w sutannach, jak osoby nietykalne. Zgłoszenia o pedofilstwie księży, przekazywano kierownictwu diecezji.
Ta przestępcza i niezwykle szkodliwa dla ofiar zmowa, administracji archidiecezji dublińskiej i policji trawa aż do roku 1995.
 

 

 

 

 

 

RuchOfiarKsiezy.Org

 

 

RuchOfiarKsiezy.Org | KsiezaPedofile.Info | Zakroczym.Info

Dozwolone rozpowszechnianie materiału

z zaznaczeniem skąd pochodzi